Bonnie obudziła się cała zalana potem.
-c-co się stało ? - zapytała nieprzytomnie.
-Och obudziła się nasza śpiąca królewna ! - usłyszała głos nad sobą.
-Kto to ?
-Zgaduj zgadula !
-Elena?- Bonnie miała zamazany obraz przed oczami.-Elena.
-Prawie ale .... nie
-Katerina - wyszeptała, dziwnie spokojna
-Tak . Brawo !
-Po co przyszłaś?
-Żeby ci przypomnieć...
-Co? - weszła jej w słowo
-Żeby ci przypomnieć o śmierci .
-Dzień letniego przesilenia ...
-A więc pamiętasz !
Mulatka zerwała się z kanapy . Kolejny koszmar .
-Co to oznacza ? - Na podłodze siedziała Elena, przypatrując się jej podejrzliwie .
-Co ?
-Słyszałam wyraźnie co powiedziałaś !
-Mówiłam przez sen ?
-Nie zmieniaj tematu, Bonnie !
-Dobrze ... przepraszam
-Mów !- zachęciła dziewczyna
-Dzień letniego przesilenia.Właśnie w tedy w roku 1678 stara wiedźma pomściła swojego męża w walce z wilkołakami , złożyła 12 ofiar
-To chyba nic takiego .. -Bonnie zrzedła mina -hej, Bonnie
-Nie wiem po co ale Katerina chce abym pomściła Vicki
-I-i ty też - Elena rzuciła się jej w ramiona -Bonnie ! nie - zaczęła szlochać
-Głupia ty, nie płacz !
-Jak mam nie płakać ? Och Bonnie . Dlaczego żyjemy wśród wampirów i wilkołaków ? Dlaczego istnieje magia ?
-To jest właśnie życie , Eleno .
-Wiem ale dlaczego takie ? - Elena odsunęła się od czarownicy .
-Czasem lepsze jest właśnie takie . Smutne, pełne smutku bo gdy przychodzi czas szczęścia cieszymy się tym szczerze, naprawdę . To właśnie życie nas najwięcej uczy . Musimy sobie z tym radzić . Nie ma rzeczy niemożliwych .-tym czasem do salonu wszedł Damon.
-Epickie, że aż w cale - Skomentował
-Przymknij się, Damon !
-Zwykłe " Dziękuję " też wystarczy .... . - Bonnie zrobiła minę niewiniątka
-Dzięki - powiedziała niepewnie - mm to na mnie już czas ! - wstała i skierowała się do drzwi .
-Nie ! Bonnie zaczekaj ! - wyrwała Elena . Wstała z podłogi i podbiegła, zasłaniając drzwi - Nie chodź jeszcze ..
-Elenoooo... muszę się dowiedzieć czegoś więcej ....
-Okej idziemy do pierwotnych ! - rozłożyła ręce
-Do pierwotnych ? - mulatka miała przestraszoną minę
-Tak ... zapytamy się po co Katerina przyszła ..
-I co ? powiemy, że mam koszmary ?
-Bonnie one coś znaczą , za Kateriną coś stoi !
-Ja wiem co ! - wtrącił Damon . Podniósł rękę tak jakby zgłaszał się do odpowiedzi - chytrość , chciwość , chęć odwetu i czysta głupota !
-Chęć odwetu za co ? - zapytała ciekawa Elena
-Och 67 rok , takie tam pogaduszki ......
-Dobra , Bonnie idziemy ! - Elena wzięła kurtkę i już miała kllamkę w ręce gdy tuz za nią odezwał się męski głos.
-Chyba nie myślisz, że pójdziecie tam beze mnie . Nie ominie mnie przedstawienie !
-Nie , Damon ty nie idziesz ! - Elena wzięła Bonnie za rękę i wyszła z pensjonatu .
Nagle za czerwonego Jaguara wyszła niewysoka dziewczyna o długich brązowych włosach .
-Bella ! - mulatka wykrzyknęła i już biegła do dziewczyny . Gdy stanęła tuż przed nią oczy i usta miała szeroko otwarte . - Bella ? - nie dowierzała . Wampirzyca miała we włosach liście i robale a jej twarz była wykrzywiona w podłym uśmiechu . Ubrania były całe z krwi . Jej własnej krwi . - Boże - Bonnie zrobiła krok do tyłu . Ktoś ją złapał . Elena .
-I co ? dwie na jedną ? to nie fair -powiedziała Bella
-Gdzie Stefano ? - zignorowała ją dziewczyna .
-Och Stefano, Stefano .... leży pół przytomny .....
-G-d-z-i-e j-e-s-t S-t-e-f-a-n-o ? -przeliterowała coraz bardziej wściekła.
-W Shi-he-chi .
-Shihechi ?- zapytała zdumiona Bonnie - w Shihechi ?
-Tak -Odparła . Po czym upadła na ziemię , Elena szybko do niej doskoczyła .A Bonnie stała jak posąg jakby się już nic nie liczyło . Oczy miała zamglone . Łzy ciurkiem jej leciały . Mówiła . Mówiła regułkę , wiadomość . Moce przemówiły przez Bonnie .
-To jest po drugiej stronie - Bonnie szeptała - to jest tam gdzie słońca niema . Tam gdzie wszystko w popiół się zamienia . Miasto umarłych , Wampirów , demonów . Żyją wśród żywych i tych w których nie widać oka nadziei . To świat śmierci . "Śmierci śmierć " Idą tam ci , którzy chcą śmierci. Znudzeni szczęściem i życiem . Radości nigdy tam nie zaznasz . Więzienie gdzie tortury są co rusz . Twoja dusza w amoku , rozum w cieniu a serca już nie masz . Bo umarłeś .... tam gdzie słońca nie ma . Tam zawsze zaznasz cierpienia .
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto 7 rozdział XD nie jest on długi ale jest przełomem .To w nim wszystko się zaczyna.
Bo historia musi mieć swój początek
czwartek, 6 czerwca 2013
czwartek, 16 maja 2013
Rozdział VI
Ten rozdział dedykujemy Leercy <3 miłego czytania:*
-Elena popada w paranoję ! trzeba coś, coś zrobić ! ale co ? - Bonnie była wstrząśnięta . Przyrzekła sobie, że nie będzie już dzieckiem. Nie może .
-Bonnie ona z tego wyjdzie. Zobaczysz ... -uspokajała ją Bella. Sama zachowała się jak na dorosłą osobę przystało.-Zobaczysz- powtarzała to słowo, jakby sama w to nie wierzyła . Stefano zabrał Elenę do sypialni gdy ta niespodziewanie zasnęła na kanapie przed kominkiem.
-A jak nie to co ?
-To zostanie wampirem, może - wtrącił Damon.Siedział cały ten czas na schodach przypatrując się całej sytuacji.-a może po prostu zapomni ! jak wy - obie dziewczyny popatrzyły na niego morderczym wzrokiem-kiedyś - sprostował.-A gdzie, gdzie wasz kolega ? - od całego tego zamieszania zapomniał jego imię
-Matt ? - "Och to Matt " pomyślał . "M jak marudny , a jak arogant , t jak... t . Marudny arogant t . Pomysłowo "-Damon ?
-Tak, to moje imię ... ach to ! tak Matt .
-Beellaa ???-Bonnie zwróciła wzrok na dziewczynę
-Matt...on wyszedł ... chyba.Tak mi się zdaje
-Zdaje ci się ? Bella !...- Już miała łzy w oczach -Damon on gdzieś pojechał ! zrobi sobie krzywdę !
-Jest duży poradzi sobie . Ten wasz Mutt.
-Matt -krzyknęły chórem
-Dobrze niech będzie Matt. Skoro tak uważacie..-wstał i już go nie było.
-Bonnie, on się znajdzie ! jest dorosły .
-Dobrze .. już dobrze
-Chodź odwiozę cię do domu
-Nie, nie możemy zostawić Eleny samej !
-Stefan z nią jest ... spokojnie - zapewniła Bella .
-Okej. - wstały i bez słowa wyszły na zewnątrz .
-Mam złe przeczucie Bello . - Bonnie przyśpieszyła kroku .Wsiadły do auta - zapnij pasy ! - rozkazała mulatka . Dziewczyna odpaliła silnik.- jedź uważnie . Pamiętaj, że jedziemy przez Stary Las . Jest pełno zakrętów.
-Bonnie ! proszę jestem wampirem dam radę ! - Wjechały do ciemnego boru . Las jakby zamarł . Cisza . Zwierzęta siedziały w bez ruchu .
-Bella !!!!! Bella .... - Bonnie zaczęła wrzeszczeć . Samochód wpadł w poślizg . Robił kółka po leśnej drodze . - AAA ! - Bonnie wcisnęła się w fotel . Samochód stanął .
-Bonnie jesteś cała ?
-Ta...ak chybbaa.... to konniec ?
- Nie wiem .... - rozejrzały się po samochodzie
-Ja nie mogę wysiąść . Drzwi się zatrzasnęły . -Bonnie szarpała się z klamką.
-Bonnie ! Nie ruszaj się ! Coś ... coś jest nie tak . . . My jesteśmy w rowie .
-Zdążyłam to zauważyć ! I co teraz ? malaki ... - Bonnie zaczęła histeryzować
-Spokojnie ! - Bella naciągała się z drzwiczkami .
-Bello przestań ! proszę .....- W tym samym momencie coś wpadło z wielką siłą do środka . -Malaki ! Bella on mnie złapał za szyję ! dusi mnie ! - czarownica zaczęła krzyczeć, wić się z bólu . Boże, myślała . Ja zaraz umrę . Boże . Bella za jednym zamachem wyrwała macki z szyi Bonnie .
-Do tyłu !
Obie przeczołgały się na tylne siedzenia .
-Pomocy ! Pomocy ! - Nikt nam nie pomoże . Stefan jest za daleko poza tym jest z Eleną . Matt gdzieś zniknął . Damon ! . Rozmyślała Bonnie
-Damonie ! jeśli tam jesteś i mnie słyszysz, proszę pomóż . Przepraszam cię za wszystkie wyzwiska z mojej strony . Przepraszam . - modliła się mulatka
-Bonnie jesteś czarownicą ! trans .
-To trzeba ognia . Ale ty jesteś wampirem, możesz stawić im czoła... pokonać malaki . - drzewa tymczasem wybiły szyby a gałęzie wchodziły do środka .-Nie mam powietrza . Duszę się !
-Bonnie, zrobię wszystko co w mojej mocy ale nie obiecuję, że się uda. Nie ruszaj się .-pchnęła drzwi i wyskoczyła z pojazdu . - Boże, jak dużo ich tu jest .-Cisza
-Bello ! wszystko w porządku ? -Cisza- Bello ? ...Zostałam sama
-Nie do końca .. sama - Bonnie odruchowo zamknęła drzwiczki . To nie był głos Belli . - Hallo Bonnie ? jesteś tam jeszcze ? możesz otworzyć drzwi ?
-Bello to nie jesteś ty ..... to coś w ciebie weszło . -Bonnie popatrzyła w okno i to co zobaczyła utwierdziło ją w tym przekonaniu . Dziewczyna za oknem wyglądała jak siedem nieszczęść . Była cała w błocie a jej ciało wyginało się pod dziwnymi kątami . Przecież to wampir na miłość boską , pomyślała Bonnie.
-Otwieraj albo cię zabiję !
-Bello ! przepraszam .... - Bonnie zaczęła grzebać w torebce . - Jest ! - wyciągnęła małą latarkę . Skup się -trans .
-Bonnie, nie gadaj tyle masz bardzooo mało powietrza - skarciła ją Bella. Faktycznie Bonnie zaczęła się dusić .-Czujesz to ? ten ból - oddychała płytko .
-Proszę daj mi więcej tlenu - I wtedy to się stało. Czarownica zobaczyła obok swoją zmarłą babcię
-Ja...j.a. nie mogę, proszę pomóż ...
"Kochanie jestem w twojej głowie "
-Ale pomóż.. duszszęęssię ...
"Nie, masz tlen pod dostatkiem, to ty tak myślisz, ty myślisz,że nie masz powietrza. Uwierz. Oddychaj głęboko ."
-Teraz już wiem dlaczego inni mówią na ciebie, nienormalna . Gadasz sama do siebie . Głupota.
Tymczasem Damon siedział na drzewie, przypatrując się całej zaistniałej sytuacji .Skąd ta cała Bonnie wiedziała, że jestem w pobliżu ?
"Damonie ! jeśli tam jesteś i mnie słyszysz, proszę pomóż . Przepraszam cię za wszystkie wyzwiska z mojej strony . Przepraszam" Cóż teraz wiem, że się do tego przyznała . Nie wiedziałem o przezwiskach .
Zastanawiam się, dlaczego malak zatruł umysł Belli ? Coś lub ktoś nimi kieruje .... .
-Proszę wyjdź z Belli kimkolwiek jesteś ! - Bonnie krzyczała na dole. Aha ! czyli ona wie . I co teraz ma zrobić ? Elena by się wściekła gdyby dowiedziała by się, że jej przyjaciółka umarła . A ja byłem tuż obok i nie pomogłem .
-Och przestań Bonnie do cholery ! otwieraj ! - Z dołu dobiegł pisk dziewczyny . Damon zeskoczył z drzewa i bezszelestnie zbliżył się do wampirzycy .
-O wy tutaj ! - powitał brunetkę - co za spotkanie - po czym skręcił kark Belli- Bonnie, ty zawsze poszkodowana ...
-Damon ! nie ...tam są malaki ! - ostrzegała wiedźma
-Co jak co ale ślepy to ja nie jestem ! poszły sobie z dziesięć minut temu . Przestraszyły się czegoś lub .... kogoś - tu wskazał swoją osobę .
-Możesz mnie wyciągnąć ? gałąź jednego z drzew ... drzew drapie , drapieeee mmnnie .... Dam..Dammo .-Głos Bonnie ucichł a ciało upadło na siedzenia .
-HEJ ! Bonnie ! - Damon wyciągną mulatkę z samochodu - Och ... żywica ! fuu - Do ciała Bonnie dostał się trujący płyn .
-Zaniosę ją do pensjonatu ... o nie ! od kiedy ja gadam sam do siebie ? ... - Powolnym krokiem wyszedł na ulicę trzymając w swoich ramionach - Drobną , bladą dziewczynę .... Bonnie .
- Co się stało ? - zapytał Stefano, kiedy Damon wpadł do domu z okropnym hałasem .
-Nic ... dziewczyny wpadły w poślizg , zaatakowały je malaki, jeden z nich wpłyną na umysł Belli ja ukręciłem jej kark, Bonnie ma zatrutą żywicę w żyłach . A tak poza tym nic godnego uwagi .
-Nic ?
-Nie, nic ciekawego
-Nic ciekawego ...
-U mnie ? same nudy jeśli o to ci chodzi i do tego zmierzasz - powiedział Damon
-A coś po za tym ? coś się stało, ktoś umarł, ucierpiał ? może ktoś biega na około lasu i krzyczał ? - Teraz Damon wiedział . Stefano drwił z niego .
-Żartujesz sobie ?
-Nie przecież wszystko w porządku .. tak twierdzisz ... - Czy czasem Stefano nie wypił za dużo trunku ?
-Od kiedy mi wierzysz ?
-Od kiedy zadajesz tak absurdalne pytania ? Oczywiście, że ci nie wierze .
-To dlaczego teraz nie powiesz zdania typu " Damon ! mogłeś mnie wezwać, mogłem pomóc "
-Czy ty właśnie chciałeś powiedzieć, że potrzebna ci była moja pomoc- zapytał Stefano
-Nie jak bym śmiał !
-Sam dajesz radę. Kiedy w grę wchodzą dziewczyny - wskazał palcem na nieprzytomną Bonnie .
-Elena popada w paranoję ! trzeba coś, coś zrobić ! ale co ? - Bonnie była wstrząśnięta . Przyrzekła sobie, że nie będzie już dzieckiem. Nie może .
-Bonnie ona z tego wyjdzie. Zobaczysz ... -uspokajała ją Bella. Sama zachowała się jak na dorosłą osobę przystało.-Zobaczysz- powtarzała to słowo, jakby sama w to nie wierzyła . Stefano zabrał Elenę do sypialni gdy ta niespodziewanie zasnęła na kanapie przed kominkiem.
-A jak nie to co ?
-To zostanie wampirem, może - wtrącił Damon.Siedział cały ten czas na schodach przypatrując się całej sytuacji.-a może po prostu zapomni ! jak wy - obie dziewczyny popatrzyły na niego morderczym wzrokiem-kiedyś - sprostował.-A gdzie, gdzie wasz kolega ? - od całego tego zamieszania zapomniał jego imię
-Matt ? - "Och to Matt " pomyślał . "M jak marudny , a jak arogant , t jak... t . Marudny arogant t . Pomysłowo "-Damon ?
-Tak, to moje imię ... ach to ! tak Matt .
-Beellaa ???-Bonnie zwróciła wzrok na dziewczynę
-Matt...on wyszedł ... chyba.Tak mi się zdaje
-Zdaje ci się ? Bella !...- Już miała łzy w oczach -Damon on gdzieś pojechał ! zrobi sobie krzywdę !
-Jest duży poradzi sobie . Ten wasz Mutt.
-Matt -krzyknęły chórem
-Dobrze niech będzie Matt. Skoro tak uważacie..-wstał i już go nie było.
-Bonnie, on się znajdzie ! jest dorosły .
-Dobrze .. już dobrze
-Chodź odwiozę cię do domu
-Nie, nie możemy zostawić Eleny samej !
-Stefan z nią jest ... spokojnie - zapewniła Bella .
-Okej. - wstały i bez słowa wyszły na zewnątrz .
-Mam złe przeczucie Bello . - Bonnie przyśpieszyła kroku .Wsiadły do auta - zapnij pasy ! - rozkazała mulatka . Dziewczyna odpaliła silnik.- jedź uważnie . Pamiętaj, że jedziemy przez Stary Las . Jest pełno zakrętów.
-Bonnie ! proszę jestem wampirem dam radę ! - Wjechały do ciemnego boru . Las jakby zamarł . Cisza . Zwierzęta siedziały w bez ruchu .
-Bella !!!!! Bella .... - Bonnie zaczęła wrzeszczeć . Samochód wpadł w poślizg . Robił kółka po leśnej drodze . - AAA ! - Bonnie wcisnęła się w fotel . Samochód stanął .
-Bonnie jesteś cała ?
-Ta...ak chybbaa.... to konniec ?
- Nie wiem .... - rozejrzały się po samochodzie
-Ja nie mogę wysiąść . Drzwi się zatrzasnęły . -Bonnie szarpała się z klamką.
-Bonnie ! Nie ruszaj się ! Coś ... coś jest nie tak . . . My jesteśmy w rowie .
-Zdążyłam to zauważyć ! I co teraz ? malaki ... - Bonnie zaczęła histeryzować
-Spokojnie ! - Bella naciągała się z drzwiczkami .
-Bello przestań ! proszę .....- W tym samym momencie coś wpadło z wielką siłą do środka . -Malaki ! Bella on mnie złapał za szyję ! dusi mnie ! - czarownica zaczęła krzyczeć, wić się z bólu . Boże, myślała . Ja zaraz umrę . Boże . Bella za jednym zamachem wyrwała macki z szyi Bonnie .
-Do tyłu !
Obie przeczołgały się na tylne siedzenia .
-Pomocy ! Pomocy ! - Nikt nam nie pomoże . Stefan jest za daleko poza tym jest z Eleną . Matt gdzieś zniknął . Damon ! . Rozmyślała Bonnie
-Damonie ! jeśli tam jesteś i mnie słyszysz, proszę pomóż . Przepraszam cię za wszystkie wyzwiska z mojej strony . Przepraszam . - modliła się mulatka
-Bonnie jesteś czarownicą ! trans .
-To trzeba ognia . Ale ty jesteś wampirem, możesz stawić im czoła... pokonać malaki . - drzewa tymczasem wybiły szyby a gałęzie wchodziły do środka .-Nie mam powietrza . Duszę się !
-Bonnie, zrobię wszystko co w mojej mocy ale nie obiecuję, że się uda. Nie ruszaj się .-pchnęła drzwi i wyskoczyła z pojazdu . - Boże, jak dużo ich tu jest .-Cisza
-Bello ! wszystko w porządku ? -Cisza- Bello ? ...Zostałam sama
-Nie do końca .. sama - Bonnie odruchowo zamknęła drzwiczki . To nie był głos Belli . - Hallo Bonnie ? jesteś tam jeszcze ? możesz otworzyć drzwi ?
-Bello to nie jesteś ty ..... to coś w ciebie weszło . -Bonnie popatrzyła w okno i to co zobaczyła utwierdziło ją w tym przekonaniu . Dziewczyna za oknem wyglądała jak siedem nieszczęść . Była cała w błocie a jej ciało wyginało się pod dziwnymi kątami . Przecież to wampir na miłość boską , pomyślała Bonnie.
-Otwieraj albo cię zabiję !
-Bello ! przepraszam .... - Bonnie zaczęła grzebać w torebce . - Jest ! - wyciągnęła małą latarkę . Skup się -trans .
-Bonnie, nie gadaj tyle masz bardzooo mało powietrza - skarciła ją Bella. Faktycznie Bonnie zaczęła się dusić .-Czujesz to ? ten ból - oddychała płytko .
-Proszę daj mi więcej tlenu - I wtedy to się stało. Czarownica zobaczyła obok swoją zmarłą babcię
-Ja...j.a. nie mogę, proszę pomóż ...
"Kochanie jestem w twojej głowie "
-Ale pomóż.. duszszęęssię ...
"Nie, masz tlen pod dostatkiem, to ty tak myślisz, ty myślisz,że nie masz powietrza. Uwierz. Oddychaj głęboko ."
-Teraz już wiem dlaczego inni mówią na ciebie, nienormalna . Gadasz sama do siebie . Głupota.
Tymczasem Damon siedział na drzewie, przypatrując się całej zaistniałej sytuacji .Skąd ta cała Bonnie wiedziała, że jestem w pobliżu ?
"Damonie ! jeśli tam jesteś i mnie słyszysz, proszę pomóż . Przepraszam cię za wszystkie wyzwiska z mojej strony . Przepraszam" Cóż teraz wiem, że się do tego przyznała . Nie wiedziałem o przezwiskach .
Zastanawiam się, dlaczego malak zatruł umysł Belli ? Coś lub ktoś nimi kieruje .... .
-Proszę wyjdź z Belli kimkolwiek jesteś ! - Bonnie krzyczała na dole. Aha ! czyli ona wie . I co teraz ma zrobić ? Elena by się wściekła gdyby dowiedziała by się, że jej przyjaciółka umarła . A ja byłem tuż obok i nie pomogłem .
-Och przestań Bonnie do cholery ! otwieraj ! - Z dołu dobiegł pisk dziewczyny . Damon zeskoczył z drzewa i bezszelestnie zbliżył się do wampirzycy .
-O wy tutaj ! - powitał brunetkę - co za spotkanie - po czym skręcił kark Belli- Bonnie, ty zawsze poszkodowana ...
-Damon ! nie ...tam są malaki ! - ostrzegała wiedźma
-Co jak co ale ślepy to ja nie jestem ! poszły sobie z dziesięć minut temu . Przestraszyły się czegoś lub .... kogoś - tu wskazał swoją osobę .
-Możesz mnie wyciągnąć ? gałąź jednego z drzew ... drzew drapie , drapieeee mmnnie .... Dam..Dammo .-Głos Bonnie ucichł a ciało upadło na siedzenia .
-HEJ ! Bonnie ! - Damon wyciągną mulatkę z samochodu - Och ... żywica ! fuu - Do ciała Bonnie dostał się trujący płyn .
-Zaniosę ją do pensjonatu ... o nie ! od kiedy ja gadam sam do siebie ? ... - Powolnym krokiem wyszedł na ulicę trzymając w swoich ramionach - Drobną , bladą dziewczynę .... Bonnie .
- Co się stało ? - zapytał Stefano, kiedy Damon wpadł do domu z okropnym hałasem .
-Nic ... dziewczyny wpadły w poślizg , zaatakowały je malaki, jeden z nich wpłyną na umysł Belli ja ukręciłem jej kark, Bonnie ma zatrutą żywicę w żyłach . A tak poza tym nic godnego uwagi .
-Nic ?
-Nie, nic ciekawego
-Nic ciekawego ...
-U mnie ? same nudy jeśli o to ci chodzi i do tego zmierzasz - powiedział Damon
-A coś po za tym ? coś się stało, ktoś umarł, ucierpiał ? może ktoś biega na około lasu i krzyczał ? - Teraz Damon wiedział . Stefano drwił z niego .
-Żartujesz sobie ?
-Nie przecież wszystko w porządku .. tak twierdzisz ... - Czy czasem Stefano nie wypił za dużo trunku ?
-Od kiedy mi wierzysz ?
-Od kiedy zadajesz tak absurdalne pytania ? Oczywiście, że ci nie wierze .
-To dlaczego teraz nie powiesz zdania typu " Damon ! mogłeś mnie wezwać, mogłem pomóc "
-Czy ty właśnie chciałeś powiedzieć, że potrzebna ci była moja pomoc- zapytał Stefano
-Nie jak bym śmiał !
-Sam dajesz radę. Kiedy w grę wchodzą dziewczyny - wskazał palcem na nieprzytomną Bonnie .
piątek, 10 maja 2013
Rozdział V
Nigdy w życiu nie widziałam takiej Caroline . Nigdy nawet nie myślałam o niej " zła " Caroline zła !. To się w głowie nie mieści . Ruszyłam w stronę wyjścia . Elena i Bonnie mnie nie zatrzymywały były w gorszym szoku niż ja . Wybiegłam przed dom, złapałam Caro przed samochodem za łokieć .
-Ulżyło ci ? nadal będziesz mnie wyzywać od wariatek ? - zapytałam cicho i spokojnie . Powoli odwróciła się do mnie .
-Jesteś tępa jak but, ty nic nie rozumiesz ... - wysyczała . Po czym ujęła moją twarz w swoje dłonie - przynajmniej jesteś ładna, ale co z tego ? do czego ci to ?....
A już po chwili ujrzałam tylko ciemność . Nicość . Momentalnie przed oczami przeleciało całe moje dotychczasowe życie . Początek roku szkolnego .Nowa szkoła . Wampiry : Damon, Stefano . Nasze wspólne piżama party.Bonnie . Magia . Matt. Och Matti co ja takiego zrobiłam ? Boli . Boli bardziej niż kiedykolwiek... ale ból przyćmiewa tęsknota . Tęsknota za tymi wszystkimi ludźmi.Eleną, mamą, Bonnie. Jerremy i Caroline . Caroline to ona właśnie zadała mi największy ból . Odebrała mi przyjaciół, brata . Życie. Odebrała mi, coś na co zasługuje każde stworzenie. Życie i szczęście z małych rzeczy . Już nie mogłam myśleć . Już nic nie było . Ciemność jaka mną ogarnęła przerażała mnie bardziej niż kiedyś . Nic nie było w stanie odciągnąć mnie od transu . Po prostu umarłam .
Umarłam jak nikt inny , jak przestępca, którego trzeba wyeliminować i jest w stanie zrobić to nawet przyjaciel . Wróg chcę twojego cierpienia.
*
Drogi pamiętniku !
Piszę do ciebie bo wiem, że ona by to zrobiła. Nawet gdy uważa to za głupotę . Nie wiem jak zacząć, nie wiem jak do tego doszło . Ale wiem jedno to nie była Caroline . Ona by nie za....za...
-Zaczął płakać jak małe dziecko . Jak dziecko, któremu zabrano lizaka.Łzami poplamił kartkę nowego zeszytu.Ledwie używanego.Jednak dalej pisał...-
Nie przejdzie mi to przez gardło. Bonnie mówiła, że ktoś siedział w ciele Caro.Nie.Nie to miałem pisać.. nie tak to ma się kończyć. Vicki .Vicki nie...nie ona nie żyje ! NIE ŻYJE MOJA JEDYNA SIOSTRA,JEDYNA RODZINA.... . Jej pogrzeb jest jutro o 9.00 . ... . Matka nie odbiera telefonu, nie mam pojęcia gdzie jest i co się z nią dzieje . Będę pisać co dziennie , dla Vik....
Vicki Bennet - Kocham cię najbardziej na świecie . Czuwaj nade mną . Zawsze i na zawsze . Pamiętaj.
*Matt*
Miasteczko przystało na chwilę . Każdy wstrzymał oddech . Cisza ... .
-Vicki była siostrą , przyjaciółką , córką, uczennicą i dziewczyną. Dziewczyną która zmierzyła się z czymś czego nikt z nas nie doświadczył.Była dzielna, bohaterska. Nigdy o niej nikt nie zapomni ... nie potrafił by .-Elena wzięła Bonnie pod pachę , żeby ta nie wywróciła się . Płakała z całego serca i nie wstydziła się tego.
-To nie była Caroline ... . Wszystko na to wskazuje ale to nie ona - Zaoponował Stefano .
-Jak nie ona to kto ? - Wypytywała się Bella... . - Nie jestem w temacie . Zjawiłam się w MF przez przypadek.Nie miałam tego w planach -Wszyscy siedzieli w domu braci Salvatore .
-Malaki ! - Krzyknęła Bonnie
-Kto ? jakie malaki ? Czy ktoś wie o co chodzi ? - Zdziwiła się Elena
-Legenda głosi, że w dokładnie w Mystic Fals krzyżują się drogi wszystkich istot . Czyli wampirów, czarownic i wiele innych . To tutaj jest epideum mocy .Dlatego Bella zjawiła się tutaj , dlatego zupełnie "przypadkiem" zjawiłem się ja i Damon a nawet pierwotni .-tłumaczył Stefano.
-Ja nadal nie wiem co to są te malaki.
-Malak to stworzenie podobne do gąsienicy i skorpiona . Mieszka w Starym Lesie . Wchodzi do ciała i kontroluje nim, wpływa na umysł.-odpowiedziała czarownica.
-Caroline.Och jak to z niej wyjdzie to się załamie ! Nie pogodzi się z tym, że zabiła Vicki ! ...
-Eleno uspokój się ... - rozkazał Stefano .
-Jak ? jak mam być spokojna ? w lesie grasują jakieś ohydne stwory, które zabijają naszych przyjaciół . Na dodatek otaczają nas pierwotni i hybryda razem z walniętą Kateriną ! Moim sobowtórem ! Stefano proszę pomóż . Tyle dookoła niebezpieczeństw, tyle śmierci, bólu . Kiedyś umierali nieznani ludzie, a teraz nasi przyjaciele . Teraz my . Widocznie taki nasz los. Tak chciało przeznaczenie ale ja tak nie mogę, nie mogę patrzeć na to wszystko z boku . Muszę stawić temu czoła inaczej będzie koniec. Wystarczy zabijania moich najbliższych . Nie widzicie tego ? Umarła mi mama, tato ! Zajmuje się mną Jenna ! nasza ciotka wyrzekła się lepszego życia ! Zajmuje się mną i Jeremym, który ma problem z narkotykami ! Nie daje rady ! Nikt już nie umrze . I ja wam to już obiecuje, nikt nie umrze z mojego powodu . Będę walczyć do końca - Elena upadła na kolana - Obiecuję wam to . Obiecuję ! Dosyć śmierci ! Obiecuję !
-Stefano ! ona zwariowała ! gada głupoty jak ich mało ! Stefano ....
Tylko ja pośrodku pustki, niczego zwanego światem realnym . Nikt nie wie czy to złudzenie. Możemy przypuszczać . Zgadujemy całe życie . Ogarnia nas mgła kłamstwa . Jednak wierzymy w to z całego serca . Pozostaje nam tylko to, wiara....
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
przepraszamy, że krótki tak wyszło . Następny będzie długi ...
czytasz=komentujesz
wtorek, 7 maja 2013
Rozdział IV
.Oczami Belli :
Gdy się obudziłam Vicki nie było . Klaus . Podniosłam się z podłogi i zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu . Mały ciemny pokoik, który pewnie mieścił się na strychu pozostawiał wiele do życzenia a o oknach nie było mowy . Piekło .
-Hallo czy ktoś mnie słyszy ? - zaczęłam wołać . Dopiero gdy moje oczy przyzwyczaiły się na dobre do ciemności w rogu zauważyłam drewniane drzwi . Szybko rzuciłam się w ich kierunku . Były lekko uchylone. Pchnęłam je i moim oczom ukazały się kręte schody prowadzące do, prawdopodobnie holu . Koszmar . Na myśl o wspomnieniu z dzieciństwa zrobiło mi się słabo . Było tak samo . Kręte niekończące się schody i ja mała ośmioletnia dziewczynka , lecąca w dół . To wtedy znalazłam się w szpitalu ze złamaną nogą .Gdy miałam siedemnaście lat w 1905 roku lekarze powiedzieli, że nic mnie już nie uratuje . Miałam zaawansowaną salmonellę . Powiedzieli , że umrę i mam góra pół roku . W wieku osiemnastu lat nie mogłam chodzić , byłam za słaba leżałam ciągle w łóżku . To właśnie wtedy do mojego życia wkroczył Klaus , zjawił się w dzień sądu . Matka prosiła go , żeby zrobił co w jego mocy by mnie uratować . Dał mi swoją krew, wziął nóż i przebił moje serce . Uczył mnie na co polować i jak żyć w nowym ciele. Chodziłam za nim jak cień , aż w końcu przewyższyłam swojego nauczyciela, byłam od niego lepsza dopóki nie został hybrydą .
Tak naprawdę mam na imię Isabell Swan . Urodziłam się w Europie w 1888 . Niewiele pamiętam z bycia człowiekiem .
Ale to było dawno .... i nie należy do tego wracać . Moja przeszłość to moje wspomnienia . Moja przyszłość to mój sekret i nikt tak naprawdę nie wie co się wydarzy . Co będzie . Czego dokonamy i jaki jest nasz wybór .
Nie wiedziałam jak znalazłam się na dole . Korytarz był mało oświetlony jednak poznałam gdzie się znajduje . Dom braci Salvatore ?
-Stefan ! Damo......
-Och to ty . Co za zrzędzenie losu .-przerwała mi ...
-Katherina... przyszłaś wszystkim się pokazać, że nadal jednak jesteś tą , tą starą wampirzycą z humorkami?
-Może tak, może nie ....... Mam ważniejsze sprawy niż uganianie się za bandą rozwścieczonych dzieciaków. A i tak przy okazji mam nowe wieści dla Klausa - powiedziała obojętnie
-Ha.Ha.Ha ty boisz się nawet własnego cienia!.A co dopiero iść do HYBRYDY ! Katerina . -To nie był czas na wygłupy ale nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.
-Śmiej się śmiej.Nie będzie ci do śmiechu gdy poznasz moją nowinę !
-Cóż, ty i tak nigdy nie masz nic mądrego, do powiedzenia. Więc co za różnica .... ?
-Okej a więc ... Za niedługo będzie dzień letniego przesilenia... TYLE wystarczy resztę domyśli się Bonnie.
-Spoko....Jeśli tylko tak chcesz.
Vicki:
Od czasu, że tak powiem mojego przedstawienia na ulicy z Klausem i Bellą razem miną zaledwie tydzień . Ja nadal się zastanawiałam co oznacza dzień letniego przesilenia ? O co chodziło Katerinie ? Dziwie się że nikt mnie nie usłyszał jak skradałam się do pensjonatu, gdyż tam właśnie zostawiłam kurtkę. Miałam szczęście, że dowiedziałam się o tym co najważniejsze
*
-Śmiej się śmiej.Nie będzie ci do śmiechu gdy poznasz moją nowinę !
-Cóż, ty i tak nigdy nie masz nic mądrego, do powiedzenia. Więc co za różnica .... ?
-Okej a więc ... Za niedługo będzie dzień letniego przesilenia... TYLE wystarczy resztę domyśli się Bonnie.
*
Tak Bonnie jest kluczem ! Ona mi powie ...... . Szybko wybrałam numer do mulatki .
-Halloo ? -powitała mnie zaspanym głosem
-Bonnie ! musimy się spotkać ... natychmiast !!!! - krzyczałam jak opętana do słuchawki
-Też cię miło słyszeć . Oczywiście zwykłe 'Hej' też by wystarczyło
-Och przepraszam ....... ale ja...ja-chciałam się usprawiedliwić . Brakowało mi argumentów.
-Vicki ja teraz nie mogę Elena i Caroline są u mnie . Może innym razem . Cześć - i się rozłączyła . Dopiero później dotarło do mnie, że tak naprawdę nie zależy jej na tym ..
-Ale to jest bardzo ważne, ważniejsze niż wszystko...- mówiłam do telefonu.
Zabolało mnie to, że tak mnie odrzucają. Nic im nie zrobiłam.
-Nie, nie zostawię tak tego. Wybiegłam z domu i pognałam małymi uliczkami prosto do domu Boonie. Zapędziłam się zamiast zapukać, prosto otworzyłam drzwi . Dziewczyny na mój widok zamarły.
-B..onnie ... -wzięłam głęboki wdech - Bonnie ja chciałam ci coś powiedzieć
-Nie. Vicki mamy ważniejsze sprawy . Katerina przyjechała , nie wiemy czego się spodzieać..
-OOOOO - przerwałam- ja wiem, ona przyjechała z nowiną - wykrztusiłam - dla Klausa .
Caroline nagle spochmurniała .
-Co dokładniej masz na myśli mówiąc "nowinę" ?-zapytała dotąd cicha Elena
-Podsłuchałam rozmowę Belli z Kateriną . Mówiła coś o .
-O !? - krzyknęła zniecierpliwiona Caro.
-o dniu przesilenia .- wszystkie zrobiły zaskoczoną minę oprócz Bonnie.
-Przypuszczałam, że po to tu przyjechała ale dlaczego chce to omówić z Klausem . - Bonnie patrzyła ślepo w ścianę.
-Klaus przecież wyjechał do Nowego Orleanu .... Nic tu po niej . -powiedziała z uśmiechem Caroline .
-Klaus miał wyjechać . Miał . To duża różnica . Ja nadal czuję tą potężną moc koło jego willi. Klaus nie wyjechał . - stwierdziła czarownica .
-Nie Klaus wyjechał ! Nie masz bladego pojęcia Bonnie . Sama mówiłaś, że byłabyś lepszym szeryfem niż czarownicą! pamiętasz ? to teraz nie wmawiaj wszystkim,że Klaus nadal jest w mieście!!! -Wybuch blondynki zaskoczył nas wszystkie . Elena tylko miała odwagę wytłumaczyć to całe zamieszanie Caroline.
-Słuchaj Car ...
-NIE, nie i jeszcze raz nie! Elena jesteś żenująca.Nie tłumacz mi czegoś czego sama nie pojmujesz. Sama nie wiesz co masz ze sobą zrobić. Tylko latasz za kim popadnie ! - Caroline z tymi swoimi ustami wykrzywionymi kwaśno wyglądała... śmiesznie. Ale z drugiej strony trzeba jej przywrócić rozum.
-STOP ! W pierw , nie obrażaj Eleny i Bonnie,....i uspokój się nie jesteś sobą . -powiedziałam melancholijnie , uspokajająco .
-Vicki znalazł się obrońca ludzkości ! Życie ci nie miłe ? - Gdzieś te słowa już słyszałam - Nie było cię rok i jeszcze masz czelność przyłazić tu i uważać się za, najlepszą przyjaciółkę ? którą nie jesteś, zresztą . Bezczelna .- przesadziła
-JA ? a kto zachowuje się jak wariatka i nagle wyzywa swoich przyjaciół ? ja ?. Czy ja mówię ci nagle,że nie jesteś moją przyjaciółką. Co w ciebie wstąpiło ?.....
- We mnie ? Nic. W was tak - nic nie zrozumiała . Widocznie taka już jest. - Jesteście nienormalne, psychiczne wariatki, które nie mają nic do roboty tylko szukanie niepotrzebnych nikomu problemów . I tylko tyle wam powiem . - Wszyscy stali bez słowa słuchając bezsensownego monologu Caroline . I każdy zastanawiał co się jej stało ... . Jeszcze nie dawno była normalna, przynajmniej normalnie funkcjonowała . Pewnie w środku niej się, aż gotowało aby nie wytknąć nam tych wszystkich błędów .
-Idź do diabła
Czytasz=Komentujesz
wtorek, 30 kwietnia 2013
Rozdział III
Oczami Klausa :
Śpieszyło mi się, a ta jak na złość, zemdlała.
-Och .... serio ???
-To człowiek , przestraszyła się nas . Nic dziwnego Klaus ! Poza tym Caroline zaczeka . Mamy teraz ważniejszy problem . Vicki , którą "nawiedzasz" - zrobiłem się cały czerwony , odwróciłem się do Belli plecami
-To nie jest twoja sprawa ! - wrzasnąłem , tak że mój głos rozległ się po wąskiej uliczce .
-Okej . Zostaw ją - wskazała palcem na dziewczynę leżącą na chodniku , Vicki . -To jest właśnie przyjaciółka Caroline. Będzie zła na ciebie a chyba zależy ci na jej uczuciach . Klaus . - powoli się do niej obróciłem i przycisnąłem do ściany
-Przestań albo cię zabije !!! Rozumiesz ? To moje ostatnie ostrzeżenie
-Nie boję się ciebie ! - złapałem ją mocniej i skręciłem kark . Idiotka . Spojrzałem na Vicki . Budziła się. Nie wróże dla niej dobrej i długiej przyszłości . Idę do swojej willi a po drodze wstąpię do Caroline . Oto mój plan . . . . Skierowałem się do domu pani szeryf . Zapukałem i patrzyłem się prosto w klamkę , po chwili poruszyła się a w drzwiach stanęła Caroline .
- Co znowu , chciałeś przeprosić , dać prezent czy zabić ? - powiedziała całkiem poważnie . W pewien sposób obraziła mnie i moje uczucia względem niej . Ale rozumiałem to.
-Chciałem się tylko przywitać -" grzeczniej się nie dało"skarciłem się w myślach .
-O -zrobiło jej się głupio . No cóż ....-Wejdź . - zaprosiła mnie do środka . - Ale ....-stanęła przede mną w drzwiach prowadzących do sypialni - u mnie są "goście " !
-"goście" czyli Stefan , Elena , i ta ta .. jak jej tam - ciągnąłem
- Może , może spotkamy się w grillu ? -Chyba naprawdę zależało jej żebym już wyszedł - o ósmej okej ?
-Caroline ? Czy wszystko gra ? - Z pokoju dobiegł dziewczęcy głos Eleny . Miałem dość tego całego przedstawienia . Wkroczyłem do małego pomieszczenia . W sypialni Caroline dominował niebieski . A cała trupa siedziała w okręgu na łóżku .
-Klaus ! - wszyscy chórem wykrzyknęli moje imię
-We własnej osobie - powiedziałem uśmiechając się sztucznie . - Ale już niedługo nie zaszczycę was tak częstą obecnością . Wyjeżdżam do Nowego Orleanu ! - Postanowiłem , że powiem to całej grupie a nie tylko Caroline . - Będzie mi brakować tych waszych głupich zabaw typu "Zabić Pierwotnego".
-Tak nagle ? Co musiało się stać , że wyjeżdżasz ? - dopytywała się mulatka . Och Bonnie .
-Czy to ważne ? Nie !- sam odpowiedziałem na swoje pytanie . - Żegnajcie drodzy przyjaciele .
Szybko wyszedłem z domu Caroline i powędrowałem do mojej willi .
-Kogo my tu mamy ? Wielmożny pan Mikaelson ! - powitał mnie Kol
- Życie ci niemiłe ? ..... Kol masz własny dom czemu akurat tutaj ? - zapytałem go . - zadłużyłeś sobie swój pałac w Bostonie czy może w Wenecji ?
-A wiesz co ostatnio miałem małe mieszkanko w Nowym Jorku .
-Aha czyli stać cię na luksusowy apartament w Europie , Kalifornii , Arizonie a w Nowym Jorku jesteś nędzarzem ? Bracie!
-Tak bywa . Słyszałem, że wyjeżdżasz - Skąd on to wie ?
-Wieści się szybko rozchodzą . A gdzie nasza piękności ?
-Rebekach !!!!! - Kol zaryczał .-Bekach ! - krzyknął ponownie , tym razem spokojniej .
-Czego tym razem - zeszła ze schodów po pięciu minutach
-Nie słyszałaś mnie !?-oburzył się Kol .
-Myślę , że całe miasto cię słyszało . - szybko odpowiedziałem na jego pytanie zadane Rebece .-Mam dla ciebie zadanie .... Bekah - uśmiechnąłem się do niej szeroko
-Nie Klaus , nie . Mam dosyć tych twoich głupich rozkazów . Nie będę twoją sługą ! Wiesz............. i dobrze , że już wyjeżdżasz mam cię dosyć ! Zniszczyłeś nas , a teraz sobie podporządkujesz , wystarczająco poświęciliśmy ci swój czas , uwagę a ty jak ostatni dupek zabiłeś nas ! Wsadziłeś do trumny na całe sto lat . A następnie zabiłeś ojca potem matkę . Wystarczy .
-Rebekach czy nie sądzisz że rodzina powinna się trzymać razem ? - do salonu wszedł Eljah
-Co ? Jaka rodzina ? Nas rodziną moglibyśmy nazwać tysiąc lat temu kiedy to wieczorami wspólnie zasiadaliśmy do stołu na kolację , kiedy to rankiem nasza matka szykowała nam ubrania , mówiąc żebyśmy bardzo uważali biegając i bawiąc się w lesie . To właśnie wtedy byliśmy rodziną . Teraz jesteśmy tylko rodzeństwem , które nawzajem siebie nie znosi .
-Rebekach myślę , że nie masz racji - kontynuował Eljah . Ja stałem jak wryty razem z Kol'em - mimo przeszkód jesteśmy razem . Mimo , że tego nie okazujemy kochamy się na wzajem . Bo to my tworzymy rodzinę . Zawsze i na zawsze Rebekach . Pamiętaj .
Po tej rozmowie Kol jak za sprawą magicznej różdżki znikną , Eljah błądzi gdzieś a Rebekach , Rebekach jak to ona pałęta się po domu komentując i wyzywając moją osobę .
-Rebekach zamknij się !-krzyknąłem do niej gdy powiedziała , że i tak Caroline nigdy nie bierze mnie na poważnie .
-Uraziłam cię ? Może od razu mnie zabij co ? Będziesz miał spokój beze mnie i moich problemów .Ale nie zrobisz tego prawda ? Nie możesz . Ze względu na naszą rodzinkę , ze względu na siebie i honor . Bo przecież nie zabijesz swojej siostry . -Ona wszystko wiedziała nie mogłem jej zabić ale nie ze względu na siebie czy honor ale Eljaha , bo to on jest tak naprawdę głową nas wszystkich mimo, że jestem pierwotną hybrydą, to on jest poważny i sprawiedliwy .
-Nie , nie zabije cię . - W ten oto sposób przełamałem moją granicę między tym lepszym sobą .
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję , że rozdział się podobał . Będziemy dodawać kolejne co tydzień . W miarę możliwości dodamy dwa tygodniowo zależy od weny XD
Miłego czytania !
Śpieszyło mi się, a ta jak na złość, zemdlała.
-Och .... serio ???
-To człowiek , przestraszyła się nas . Nic dziwnego Klaus ! Poza tym Caroline zaczeka . Mamy teraz ważniejszy problem . Vicki , którą "nawiedzasz" - zrobiłem się cały czerwony , odwróciłem się do Belli plecami
-To nie jest twoja sprawa ! - wrzasnąłem , tak że mój głos rozległ się po wąskiej uliczce .
-Okej . Zostaw ją - wskazała palcem na dziewczynę leżącą na chodniku , Vicki . -To jest właśnie przyjaciółka Caroline. Będzie zła na ciebie a chyba zależy ci na jej uczuciach . Klaus . - powoli się do niej obróciłem i przycisnąłem do ściany
-Przestań albo cię zabije !!! Rozumiesz ? To moje ostatnie ostrzeżenie
-Nie boję się ciebie ! - złapałem ją mocniej i skręciłem kark . Idiotka . Spojrzałem na Vicki . Budziła się. Nie wróże dla niej dobrej i długiej przyszłości . Idę do swojej willi a po drodze wstąpię do Caroline . Oto mój plan . . . . Skierowałem się do domu pani szeryf . Zapukałem i patrzyłem się prosto w klamkę , po chwili poruszyła się a w drzwiach stanęła Caroline .
- Co znowu , chciałeś przeprosić , dać prezent czy zabić ? - powiedziała całkiem poważnie . W pewien sposób obraziła mnie i moje uczucia względem niej . Ale rozumiałem to.
-Chciałem się tylko przywitać -" grzeczniej się nie dało"skarciłem się w myślach .
-O -zrobiło jej się głupio . No cóż ....-Wejdź . - zaprosiła mnie do środka . - Ale ....-stanęła przede mną w drzwiach prowadzących do sypialni - u mnie są "goście " !
-"goście" czyli Stefan , Elena , i ta ta .. jak jej tam - ciągnąłem
- Może , może spotkamy się w grillu ? -Chyba naprawdę zależało jej żebym już wyszedł - o ósmej okej ?
-Caroline ? Czy wszystko gra ? - Z pokoju dobiegł dziewczęcy głos Eleny . Miałem dość tego całego przedstawienia . Wkroczyłem do małego pomieszczenia . W sypialni Caroline dominował niebieski . A cała trupa siedziała w okręgu na łóżku .
-Klaus ! - wszyscy chórem wykrzyknęli moje imię
-We własnej osobie - powiedziałem uśmiechając się sztucznie . - Ale już niedługo nie zaszczycę was tak częstą obecnością . Wyjeżdżam do Nowego Orleanu ! - Postanowiłem , że powiem to całej grupie a nie tylko Caroline . - Będzie mi brakować tych waszych głupich zabaw typu "Zabić Pierwotnego".
-Tak nagle ? Co musiało się stać , że wyjeżdżasz ? - dopytywała się mulatka . Och Bonnie .
-Czy to ważne ? Nie !- sam odpowiedziałem na swoje pytanie . - Żegnajcie drodzy przyjaciele .
Szybko wyszedłem z domu Caroline i powędrowałem do mojej willi .
-Kogo my tu mamy ? Wielmożny pan Mikaelson ! - powitał mnie Kol
- Życie ci niemiłe ? ..... Kol masz własny dom czemu akurat tutaj ? - zapytałem go . - zadłużyłeś sobie swój pałac w Bostonie czy może w Wenecji ?
-A wiesz co ostatnio miałem małe mieszkanko w Nowym Jorku .
-Aha czyli stać cię na luksusowy apartament w Europie , Kalifornii , Arizonie a w Nowym Jorku jesteś nędzarzem ? Bracie!
-Tak bywa . Słyszałem, że wyjeżdżasz - Skąd on to wie ?
-Wieści się szybko rozchodzą . A gdzie nasza piękności ?
-Rebekach !!!!! - Kol zaryczał .-Bekach ! - krzyknął ponownie , tym razem spokojniej .
-Czego tym razem - zeszła ze schodów po pięciu minutach
-Nie słyszałaś mnie !?-oburzył się Kol .
-Myślę , że całe miasto cię słyszało . - szybko odpowiedziałem na jego pytanie zadane Rebece .-Mam dla ciebie zadanie .... Bekah - uśmiechnąłem się do niej szeroko
-Nie Klaus , nie . Mam dosyć tych twoich głupich rozkazów . Nie będę twoją sługą ! Wiesz............. i dobrze , że już wyjeżdżasz mam cię dosyć ! Zniszczyłeś nas , a teraz sobie podporządkujesz , wystarczająco poświęciliśmy ci swój czas , uwagę a ty jak ostatni dupek zabiłeś nas ! Wsadziłeś do trumny na całe sto lat . A następnie zabiłeś ojca potem matkę . Wystarczy .
-Rebekach czy nie sądzisz że rodzina powinna się trzymać razem ? - do salonu wszedł Eljah
-Co ? Jaka rodzina ? Nas rodziną moglibyśmy nazwać tysiąc lat temu kiedy to wieczorami wspólnie zasiadaliśmy do stołu na kolację , kiedy to rankiem nasza matka szykowała nam ubrania , mówiąc żebyśmy bardzo uważali biegając i bawiąc się w lesie . To właśnie wtedy byliśmy rodziną . Teraz jesteśmy tylko rodzeństwem , które nawzajem siebie nie znosi .
-Rebekach myślę , że nie masz racji - kontynuował Eljah . Ja stałem jak wryty razem z Kol'em - mimo przeszkód jesteśmy razem . Mimo , że tego nie okazujemy kochamy się na wzajem . Bo to my tworzymy rodzinę . Zawsze i na zawsze Rebekach . Pamiętaj .
Po tej rozmowie Kol jak za sprawą magicznej różdżki znikną , Eljah błądzi gdzieś a Rebekach , Rebekach jak to ona pałęta się po domu komentując i wyzywając moją osobę .
-Rebekach zamknij się !-krzyknąłem do niej gdy powiedziała , że i tak Caroline nigdy nie bierze mnie na poważnie .
-Uraziłam cię ? Może od razu mnie zabij co ? Będziesz miał spokój beze mnie i moich problemów .Ale nie zrobisz tego prawda ? Nie możesz . Ze względu na naszą rodzinkę , ze względu na siebie i honor . Bo przecież nie zabijesz swojej siostry . -Ona wszystko wiedziała nie mogłem jej zabić ale nie ze względu na siebie czy honor ale Eljaha , bo to on jest tak naprawdę głową nas wszystkich mimo, że jestem pierwotną hybrydą, to on jest poważny i sprawiedliwy .
-Nie , nie zabije cię . - W ten oto sposób przełamałem moją granicę między tym lepszym sobą .
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję , że rozdział się podobał . Będziemy dodawać kolejne co tydzień . W miarę możliwości dodamy dwa tygodniowo zależy od weny XD
Miłego czytania !
czytasz=komentujesz
sobota, 27 kwietnia 2013
Rozdział II
Myślałam , że umrę ze strachu jaki mnie ogarnął . Nie mogłam z siebie wydusić ani jednego słowa . I co teraz?Jakiś obcy prawdopodobnie wampir lub po prostu człowiek wdarł się do mojego domu . Na pewno nie przyszedł się , ot tak przywitać ....
-I co nic nie powiesz ? nie przyjmiesz mnie z otwartymi rękami ? - Momentalnie rozpoznałam ten głos .
- Wiesz jak mnie przestraszyłeś ... nie możesz wejść jak człowiek . Drzwiami ?! - uspokoiłam się gdy zza ściany wyszedł czarnowłosy mężczyzna .Damon.
-Och ...przepraszam panią . Chciałem zrobić tylko dobre wejście tak trudno to zrozumieć ? A tak po za tym .... czy aż tak cię przestraszyłem ? czy może bałaś się tego kolesia co stał pod twoim domem przez jakieś pięć sekund ?- odpalił tak jak to lubi mówić z tym swoim głupim uśmieszkiem .
-Co ? -wykrztusiłam
-A nie zapytasz , no nie wiem.... może , czy go ..
-Jaki , kto ..... to był .... ten , Damon ! - powiedziałam . Plątałam się , chciałam go o wszystko zapytać , dowiedzieć się co działo się przez ten czas , w którym mnie nie było w mieście .
-znam ? - nie rozumiałam go .
-Co ? Damon pleciesz bez sensu ! - pouczyłam go
- Ja ? yhym i kto to mówi ??? Panna "jaki , kto .... ten ... to był . Damon ! " - naśladował mnie -Może więc dokończę - uciszył mnie gestem dłoni , co mówiło żebym mu nie przerywała.- na czym ja to... a tak no , na pewno chcesz wiedzieć kto to był...
-TAK ! , tak ,tak - przerwałam mu niespodziewanie -przepraszam , no wiesz..
-Powiem w skrócie wampiry .. i te sprawy a ten gościu to nikt inny jak Klaus pierwotna hybryda postrach ulic naszego miasteczka i całego świata ! - nie skomentuje - pojmujesz ?
-A ona ? ta dziewczyna ? - zapytałam aby się więcej dowiedzieć
- Ta brązowo włosa piękność ? Bella , Bella Swan ona też jest jednym z nas . No ale dość odwiedzin , wiesz czas to pieniądz - spojrzał na zegarek , którego nie miał . Och co za idiota . Wstał i zniknął za drzwiami . Klapa .Ubrałam kurtkę i powędrowałam za Damonem .
-Słuchaj ! - krzyknęłam do niego . Staną i odwrócił się do mnie
-Czego ?
-Wiesz może gdzie jest Matt ?- spytałam od czapy . Oczywiście wiedziałam , że jest on z przyjaciółmi - Eleną . Ale strasznie się bałam i chciałam żeby ktoś był przy mnie . Jednak wpadłam na złego faceta. . Damona .
-Nie .
-A Stefan ? - zapytałam ponownie
-Kobieto załóż klub "pytacza" i tam dowiaduj się gdzie kto jest . Cholera ! przystopuj-i z wampirzą szybkością pobiegł do lasu . Świetnie .
- Okej , wezmę to sobie do serca . Pa - krzyknęłam do ściany lasu .-Damonie !- On mnie wyprowadza z równowagi . Obejrzałam się po ulicy . Nie było żywego ducha . -gdzie wszystkich wywiało ? -" przestraszyli się Damona " , powiedziałam do siebie w myślach.
-Kogo my tu mamy ? biedna mała , przestraszona..... dużo epitetów jak na jeden dzień . Wystarczy .
-To nie jest śmieszne , najpierw śmiejesz się ze mnie , potem uciekasz Damo.....- odwróciłam się do mojego rozmówcy - Klaus ? - myślałam , że ..
-Tak . Widać dowiedziałaś się jak już mnie nazywają . Vicki - przerwał moje rozmyślenia .
-Przestań Nik - Powtórka z wczoraj ? nie to było dzisiaj ... ta sama dziewczyna co widziałam w parku . Bella ? ta Bella Swan
-O ! - wyrwało mi się .Trzeba wiać !
-Bello przecież taka nasz tradycja ... trzeba pognębić nowych przybyszy . Nieprawdaż ? - powiedział z brytyjskim akcentem Klaus . I znowu to samo . Ta ciemność i nicość . Czy ja umarłam ? bo jakoś niczego nie poczułam . Żadnego bólu , cierpienia . A może to magia ? Nie od tego jest Bonnie . I dalej nic . nie mogę otworzyć oczu . Boję się je otworzyć . Boje się tego co zobaczę . Boję się tego co poczuję .
-I co nic nie powiesz ? nie przyjmiesz mnie z otwartymi rękami ? - Momentalnie rozpoznałam ten głos .
- Wiesz jak mnie przestraszyłeś ... nie możesz wejść jak człowiek . Drzwiami ?! - uspokoiłam się gdy zza ściany wyszedł czarnowłosy mężczyzna .Damon.
-Och ...przepraszam panią . Chciałem zrobić tylko dobre wejście tak trudno to zrozumieć ? A tak po za tym .... czy aż tak cię przestraszyłem ? czy może bałaś się tego kolesia co stał pod twoim domem przez jakieś pięć sekund ?- odpalił tak jak to lubi mówić z tym swoim głupim uśmieszkiem .
-Co ? -wykrztusiłam
-A nie zapytasz , no nie wiem.... może , czy go ..
-Jaki , kto ..... to był .... ten , Damon ! - powiedziałam . Plątałam się , chciałam go o wszystko zapytać , dowiedzieć się co działo się przez ten czas , w którym mnie nie było w mieście .
-znam ? - nie rozumiałam go .
-Co ? Damon pleciesz bez sensu ! - pouczyłam go
- Ja ? yhym i kto to mówi ??? Panna "jaki , kto .... ten ... to był . Damon ! " - naśladował mnie -Może więc dokończę - uciszył mnie gestem dłoni , co mówiło żebym mu nie przerywała.- na czym ja to... a tak no , na pewno chcesz wiedzieć kto to był...
-TAK ! , tak ,tak - przerwałam mu niespodziewanie -przepraszam , no wiesz..
-Powiem w skrócie wampiry .. i te sprawy a ten gościu to nikt inny jak Klaus pierwotna hybryda postrach ulic naszego miasteczka i całego świata ! - nie skomentuje - pojmujesz ?
-A ona ? ta dziewczyna ? - zapytałam aby się więcej dowiedzieć
- Ta brązowo włosa piękność ? Bella , Bella Swan ona też jest jednym z nas . No ale dość odwiedzin , wiesz czas to pieniądz - spojrzał na zegarek , którego nie miał . Och co za idiota . Wstał i zniknął za drzwiami . Klapa .Ubrałam kurtkę i powędrowałam za Damonem .
-Słuchaj ! - krzyknęłam do niego . Staną i odwrócił się do mnie
-Czego ?
-Wiesz może gdzie jest Matt ?- spytałam od czapy . Oczywiście wiedziałam , że jest on z przyjaciółmi - Eleną . Ale strasznie się bałam i chciałam żeby ktoś był przy mnie . Jednak wpadłam na złego faceta. . Damona .
-Nie .
-A Stefan ? - zapytałam ponownie
-Kobieto załóż klub "pytacza" i tam dowiaduj się gdzie kto jest . Cholera ! przystopuj-i z wampirzą szybkością pobiegł do lasu . Świetnie .
- Okej , wezmę to sobie do serca . Pa - krzyknęłam do ściany lasu .-Damonie !- On mnie wyprowadza z równowagi . Obejrzałam się po ulicy . Nie było żywego ducha . -gdzie wszystkich wywiało ? -" przestraszyli się Damona " , powiedziałam do siebie w myślach.
-Kogo my tu mamy ? biedna mała , przestraszona..... dużo epitetów jak na jeden dzień . Wystarczy .
-To nie jest śmieszne , najpierw śmiejesz się ze mnie , potem uciekasz Damo.....- odwróciłam się do mojego rozmówcy - Klaus ? - myślałam , że ..
-Tak . Widać dowiedziałaś się jak już mnie nazywają . Vicki - przerwał moje rozmyślenia .
-Przestań Nik - Powtórka z wczoraj ? nie to było dzisiaj ... ta sama dziewczyna co widziałam w parku . Bella ? ta Bella Swan
-O ! - wyrwało mi się .Trzeba wiać !
-Bello przecież taka nasz tradycja ... trzeba pognębić nowych przybyszy . Nieprawdaż ? - powiedział z brytyjskim akcentem Klaus . I znowu to samo . Ta ciemność i nicość . Czy ja umarłam ? bo jakoś niczego nie poczułam . Żadnego bólu , cierpienia . A może to magia ? Nie od tego jest Bonnie . I dalej nic . nie mogę otworzyć oczu . Boję się je otworzyć . Boje się tego co zobaczę . Boję się tego co poczuję .
sobota, 20 kwietnia 2013
Rozdział I
Zamknęłam zeszyt i powędrowałam wzrokiem w poszukiwaniu wolnej ławki .
-Taki duży park a nie ma wolnych miejsc ? - powiedziałam sama do siebie . Zrezygnowana usiadłam na trawie , otworzyłam "wichrowe wzgórza" i powoli zagłębiałam się w lekturze . Musiałam nadrobić zaległości z liceum . Spokój nie trwał długo , usłyszałam czyjeś wrzaski , ktoś się najnormalniej w świecie kłócił .Podeszłam do małego zbiorowiska .
-Nie!...słyszałeś , nie ma mowy - Mężczyzna powoli wstał i popatrzył na wszystkich gapiów morderczym wzrokiem . Momentalnie każdy wrócił do swojego zajęcia.A ja nadal tak stałam .
Pożałowałam . Teraz zwrócił się do mnie .
-Czego jeszcze tu szukasz ? zakończenia ? odejdź albo to się dla ciebie źle skończy - cham , jak tak można się zwracać do obcej osoby i jeszcze jej grozić ?
-Przepraszam ale...
-Nie ma żadnego ale... życie ci niemiłe , słonko ?-przerwał mi
-Zostaw ją Klaus ! -dopiero teraz zauważyłam dziewczynę za nim .
-Bello moja droga czy możesz nas zostawić samych ? - To na pewno nie był normalny człowiek tylko jakiś psychopata . Cicho się wycofałam i szybko skierowałam się w stronę głównej ulicy mając nadzieję , że mnie nie zauważy .
Wpadłam do domu jak huragan . Pozamykałam wszystkie drzwi i okna . Pierwszy dzień nie zapowiadał się wspaniale .
-Matt ! już jestem - Poinformowałam jednak odpowiedziała mi tylko cisza . Nikogo nie ma .Świetnie.Odkąd wróciliśmy do tej mieściny , w domu przebywa rzadko a matka pracuje w Nowym Orleanie , wiedziałam że to tylko jej wymówka , chciała się wyrwać .
Najgorsze jest to , że jesteśmy sami a wokół wampiry .
-Elena-to jedno imię tłumaczyło wszystko . Świata mój brat poza nią nie widzi , a teraz pewnie poszedł się przywitać po tak długiej rozłące . Zostałam sama.Postanowiłam zadzwonić do jej brata .
-Hallo Jer ?-przywitałam się
-Vicki??!! to ty ?
-Nie Harry Potter ! - powiedziałam sarkastycznie - Co u ciebie słychać ? ....Hallo ? Jeremy ? -Nagle przerwało a w całym domu zapanowała ciemność .Przestraszyłam się nie na żarty . - Ktoś tu jest ? - zapytałam . Cisza . Cisza przed burzą.Coś wisiało w powietrzu , strach , ból i mrok. . Stałam jak sparaliżowana nie mogłam się ruszyć . Nic nie widziałam . Przed oczami miałam tylko ciemność i nic innego . I w takich momentach czuję się mała , duszona przez wszystkich tych wielkich , ważnych i ..... . Nikt mi nie pomoże . Nawet moi starzy ''przyjaciele '' o ile ich jeszcze nie straciłam . O ile oni o mnie nie zapomnieli . - Czy ktoś tu jest ??? - znowu odpowiedziała głucha cisza . Postanowiłam działać , wstałam z podłogi i szukałam palcami włącznika światła . Znalazłam !. Ale co z tego jak nie było prądu ! . - Cholera !- krzyknęłam . Teraz skierowałam się do drzwi prowadzących na werandę . Nacisnęłam klamkę i przez chwilę się z nią szarpałam. - Zamknięte , jestem głupia jak but , sama je zamknęłam - namacałam zamek i przekręciłam kluczem dwa razy . Drzwi zaskrzypiały i otworzyły się z hukiem . Zrobiło mi się czarno przed oczami . Upadłam. Co się dzieje ? To na pewno nie jest normalne .
-A więc Vicki . Witaj w Mystic Falls
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję , że podobało się wam :D
Następne rozdziały będą dłuższe ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)